Czytelnia: Fogg 25 lat później, Hydrozagadka, sposoby na chandrę i wizyta w Dismalandzie

Mieczyałw Fogg czytelnia

Wodecki każe zacząć od Bacha, a u mnie na początek Mieczysław Fogg. Nie mogę postąpić inaczej, bo dziś przypada 25. rocznica śmierci jednego z największych gwiazdorów polskiej piosenki. Z tej okazji pojawi się lada moment reedycja składanki jego największych przebojów oraz książkowa biografia, w gazetach ukazują się wywiady i jeszcze rusza Festiwal Piosenki Retro im. Mieczysława Fogga. Dlatego u mnie dziś czytelnia. Innych ciekawych wątków również nie zabraknie, więc zapraszam do lektury mojego subiektywnego przeglądu.

Mieczysław Fogg – człowiek orkiestra
O tym, że był znanym piosenkarzem wiemy wszyscy. Nie wszyscy natomiast wiemy, że prowadził swoją kawiarnię Cafe Fogg, założył wytwórnię płyt Fogg Record i był pierwszym polskim artystą, którego występ transmitowała telewizja (1938 roku) z Prudentialu. Michał Fogg – prawnuk Mieczysława opowiada w wywiadzie o swoim pradziadku, o ich przechodzącej z pokolenia na pokolenie miłości do Warszawy i o rodzinnych tradycjach muzycznych. Ale bez melancholii i mitologizowania przeszłości.

Tajemnice Hydrozagadki
Upały odpuściły, ale tak naprawdę każda pora jest dobra na kultową „Hydrozagadkę” Andrzeja Kondratiuka. Choć chwilę po premierze na film posypały się gromy ze strony publiczności i delikatnie mówiąc mało pochlebne recenzje, to jednak wszedł on do kanonu najważniejszych polskich produkcji. Ikony srebrnego ekranu przypomniały najważniejsze teksty Pani Joli, Doktora Plamy, Asa i pozostałych postaci Hydrozagadki. Warto sobie przypomnieć, bo mimo zbliżającej się jesieni komary ciągle rypią.

Rachunek sumienia: 11. Nie siedź ciągle w necie!
„Mamy 206 kości w ciele, niektórzy śmieją się, że telefon to kość dwieście siódma” – i to najlepsze streszczenie rewelacyjnego artykułu Hakierki. Oczywiście mowa o telefonie, któremu nie brakuje gier, internetów, aplikacji i pozostałych bajerów, bez których żyć dziś już nie potrafimy. Ostatnio dwójka moich przyjaciół (nie posiadających kont na społecznościówkach ani telefonów z internetem) zrobiła mi wykład na temat tego, że cywilizacja zżera własny ogon, a ludzie nie potrafią się cieszyć np. z wakacyjnych wyjazdów, bo skupiają się na kadrowaniu zdjęć na insta. Uciec się od tego nie da, zresztą pewnie nawet tego byśmy nie chcieli. Ale jak słusznie zauważa Amanda – czasem warto się oderwać. Najlepiej po lekturze jej tekstu.

Podręczna apteczka na wypadek chandry
Bycie offline to jedno z rozwiązań, które proponuje Kameralna na momenty, kiedy dopada nas kiepskie samopoczucie. Stworzyła na swoim blogu poradnik, jak radzić sobie z dniami, kiedy dalecy jesteśmy od tryskania szczęściem i radością życia. Idzie jesień, więc mogą się przydać.

Dismaland – park rozrywki z naszych koszmarów
O Dismalandzie Banksy’ego słyszeli już pewnie wszyscy. Przez ostatnie dni przetoczyły się w internecie masowo udostępniane zdjęcia, które zaintrygowały całe tłumy internautów oraz żądnych wrażeń koneserów twórczości artysty. Ten gość w końcu doczeka się pomnika – o ile kiedykolwiek ktoś dotrze do jego wizerunku, bo w chronieniu swoich personaliów streetartowiec dobry jest prawie tak samo, jak w tworzeniu społecznie zaangażowanej sztuki.

Zobacz również