7 widoków na Grzegorza Turnaua

Grzegorz Turnau

Grzegorz Turnau to według mnie postać absolutnie wyjątkowa, a jego projekt „7 widoków w drodze do Krakowa” to prawdziwy muzyczny majtersztyk. Jeśli pisanie o płycie, która została wydana półtora roku temu jest w jakikolwiek sposób ekstrawaganckie, to czuję się w pełni usprawiedliwiona i z wielką przyjemnością na taką ekstrawagancję sobie pozwolę. Niedawno byliśmy z P. na koncercie, który okazał się idealnym pretekstem, żeby do takiej płyty wrócić, a właściwie poznać ją na nowo.

Grzegorz Turnau z Orkiestrą Kameralną Filharmonii Narodowej tak pokazał „7 widoków w drodze do Krakowa”, że te obrazki zostały w naszych głowach, uszach i myślach na dłużej. I na szczęście zupełnie nie chcą się stamtąd wydostać. Nie można napisać o koncercie nie pisząc o płycie. To znaczy może i można, ale ja nie umiem. A nawet jeśli umiem, to nie chcę. Wszystko jedno. Płyty słucham od kilku tygodni praktycznie bez przerwy i za każdym razem odkrywam w niej nowe dźwięki, sensy i opowieści. A jest o czym opowiadać.

Widok 1. Sala koncertowa

Konkretnie – Sala Koncertowa Filharmonii Narodowej. Szczelnie wypełniona spragnionymi dźwiękowej uczty słuchaczami. Słuchaczami, którym zdarzało się słuchać w skupieniu, pogwizdywać (na wyraźne życzenie Grzegorza Turnaua), dośpiewywać i serwować gorące owacje. Tak gorące, że nie pozwalały muzykom zejść ze sceny. Wśród zebranych na sali – Ciocia, pierwsza nauczycielka fortepianu i siła motywująca młodego Grzegorza do rozwijania kariery muzycznej.

Widok 2. Muzycy

Grzegorz Turnau – niekwestionowana gwiazda wieczoru. Ale nie taka gwiazda, która przychodzi na gotowe. Śpiewa, gra, zapowiada, przedstawia i opowiada. Wśród opowieści kilka naprawdę dobrych żartów i garść odważnych wyznań (w tym to o wygraniu Studenckiego Festiwalu Piosenki mimo wieku licealnego). Kolejny dobrze znany wszystkim głos – Dorota Miśkiewicz, która zgrywa się z wokalem Grzegorza Turnaua po prostu idealnie. A za sprawą już nie tylko głosów, ale instrumentów – w niektórych momentach pojawiały się dreszcze. Wspaniała Orkiestra Kameralna oraz muzycy, którzy przyjechali z Krakowa – oboista Mariusz Pędziałek, basista Robert Kubiszyn, Cezary Konrad (perkusja) oraz Robert Majewski (trąbka i puzon). Brzmieniowe mistrzostwo świata.

7 widoków w drodze do krakowaWidok 3. Płyta

Została wydana w listopadzie 2014 roku. Inspiracją do jej stworzenia były XIX-wieczne freski znalezione podczas remontu krakowskiego Pałacu Mieroszewskich. Odkrył je wspomniany wcześniej Mariusz Pędziałek, który jako wrażliwy artysta postanowił nie tylko przyjrzeć się im bliżej, ale i znalazł w nich inspirację, którą zaraził swojego przyjaciela – Grzegorza Turnaua. Ten zaś skomponował na płytę trzynaście utworów, a następnie zgłosił się do Bronisława Maja z prośbą o teksty. Tak właśnie, z udziałem Śląskiej Orkiestry Kameralnej pod dyrekcją Michała Nesterowicza, powstało „7 widoków w drodze do Krakowa”.

Widok 4. Obrazy

Malowidła zaczęły swoją karierę na ścianach, potem musiały odczekać swoje (i to dość długo, bo powstały w latach ok. 1830-35). W tym czasie nabrały mocy , a ich odnowione podobizny trafiły na telebimy sal koncertowych. W dodatku w tak wspaniałym towarzystwie.

Ale „7 widoków” to nie tylko przeniesienie fresków na płytę i salę koncertową. To inspiracja do stworzenia kolejnych lirycznych obrazów opowiadających o upływie czasu oraz widokach na przyszłość i na przeszłość.

Dom stary, opuszczony, gdzieś na skraju drogi
Dziwne – choć iść tam nie chcesz, same niosą nogi
Wchodzisz – bezludna cisza aż dźwięczy wkoło
Myślisz – tak kiedyś było tu głośno, wesoło

Na ścianach fotografie: panowie z paniami
A to – patrzcie – fortepian: lubił grywać na nim
Tu w wazoniku piórko, znalazłem je wtedy
Tu róża zasuszona – pamiętasz, jak kiedyś…

Widok 5. Miejsca

Płyta jest suitą podróżną. Wycieczka zaczyna się w moim ulubionym Tenczynie, gdzie znajdują się ruiny zamku („Tamta epoka miała ducha”). Potem pojawiają się obrazy z jawy i snu z Czernej, spokojny Tyniec i rozradowane z powodu weseliska Krzeszowice. Zatrzymujemy się także w Korzkwi, gdzie rozegrał się pewien małżeński koszmar i odwiedzamy Grodzisko oraz Ojców (znany ze słynnej maczugi). Wszystkie te miejscowości znajdują się blisko Krakowa, ale do samego miasta nie docieramy. Nic straconego, bo w drugiej części koncertu i tak dowiemy się, co się tam dzieje.

Widok 6. Poezja

Ta dziedzina twórczości literackiej nie jest czymś niecodziennym w artystycznej działalności Grzegorza Turnaua. Tak jest także w przypadku tego projektu. Obrazy z opuszczonych domów, zamków i miejscowości otulone są wspomnieniami i opowieściami. Nic nie jest „przepoetyzowane”. Jest liryczne i refleksyjne, ale oszczędne w środkach. I chyba w tym siła.

W drugiej części koncertu pojawiły się piosenki wykraczające poza „7 widoków”. Usłyszeliśmy utwory z tekstami m.in. Zbigniewa Herberta, Jana Kantego Pawluśkiewicza , Józefa Czechowicza, Jeremiego Przybory i Michała Zabłockiego. Do końca (i na darmo) czekałam na „Lirykę”, ale może zabrzmiałaby zbyt dosłownie …

Widok 7. Co tam w Krakowie?

Na Brackiej jak zawsze – deszczowo. Ale z udziałem Orkiestry Kameralnej tak brzmi ten deszcz, że chciałoby się posłuchać jeszcze sto (albo więcej) razy. Podobnie z pozostałymi, bardziej i mniej znanymi utworami, które zabrzmiały w drugiej części koncertu. Aranżacje różniły się od tych, które znamy z płyt, a w niektórych przypadkach bardzo odważnie kroczyły w stronę jazzu. Do takich wykonań nie trzeba mnie przekonywać. Zresztą, co widziałam po reakcjach publiczności – nie tylko mnie. Życzenie na najbliższe miesiące? Koncert w wersji DVD, bo ciągle mi mało.

Zobacz również

  • P.

    Byłem, widziałem, słuchałem i zgadzam się w 100%. Świetny materiał, wspaniały koncert i masa przeżyć połączonych ze wzruszeniami (takimi nawet namacalnymi). Mam wrażenie, że Grzegorz Turnau to jeden z ostatnich, prawdziwych artystów na polskiej scenie muzycznej.

    • Oj tak, wzruszeń nie brakowało.
      W sumie może to i lepiej, że nie było tej mojej „Liryki”, bo pewnie po koncercie bym się oświadczyła Obywatelowi G.T. 😉