Radzka jak to Radzka: radzi. Z vloga do księgarni

Radzka Radzi książka

Radzka Radzi – to najbardziej znane hasło związane z vlogerką modową Magdaleną Kanoniak. Ta popularna stylistka i autorka filmów na YouTube kilka miesięcy temu wydała swoją pierwszą (i podejrzewam że nie ostatnią) książkę. Uznałam, że to dobry moment na zapoznanie się z jej debiutanckim dziełem, które zupełnie mi umknęło w przedświątecznej gorączce tysiąca i jednej książek.

O tym, że Radzka umie umówić wie każdy, kto kiedykolwiek widział jej vloga. O tym, że umie też swój bogaty strumień myśli, refleksji i dygresji przelać na papier, dowiedziała się spora grupa czytelników, bo jej książka uzyskała świetne wyniki sprzedaży. I nic dziwnego, bo to typowa publikacja „dla ludzi” – bez udziwnień, wynoszenia się na piedestał i wszelkich innych fajerwerków, które stają się ostatnio znakiem rozpoznawczym wielu blogerek ulicznych (tak, uzywam tego określenia z premedytacją). W książce zawarte jest to, co w jej filmach: ciekawostki, porady i ogromna dawka pasji.

W dziesięciu rozdziałach Radzka zaprezentowała informacje, które przydadzą się każdemu – bez względu na stopień modowego wtajemniczenia. Scharakteryzowała ewolucję mody w XX wieku wybierając najważniejsze tendencje i wypunktowując cechy charakterystyczne, zrobiła ściągę z kultowych modeli butów, okularów czy torebek, obaliła kilka mitów, przedstawiła ciekawostki i zamieściła praktyczne porady dotyczące doboru ubrań do sylwetki. Właśnie to najważniejszy element jej książki, która jest właściwie albumowym poradnikiem, jak dobrać ubrania, żeby wyglądać dobrze i nie robić z siebie kretynki wybierając się na rozmowę o pracę lub na imieniny do cioci Krysi. Wytłumaczyła, jak określić swój typ budowy ciała i każdemu z typów sylwetek poświęciła osobny podrozdział. Wszystko zilustrowała zdjęciami, na których w rolę modelek wcieliły się jej fanki (zwane widzkami).

Tamte fragmenty są zapewne najbardziej praktyczne, ale też nie są niczym odkrywczym dla osób, które oglądają kanał Radzki. Dla mnie najlepsze w tej książce jest to, że staje się nie tylko przewodnikiem po meandrach mody, ale też nie boi się podważać popularnych sądów i mitów. Już gdzieś na początku wspomina, że tak popularna wśród stylistek analiza kolorystyczna z chustami to bzdura, czerń nie zawsze wyszczupla (to akurat słabo), tłumaczy, o co chodzi z baskinką i wiarygodnie argumentuje, że workowate ubrania wcale nie ukrywają mankamentów dużej sylwetki.

Podejrzewam, że Nobla za tę książkę Magdalena nie dostanie, ale to i tak nie jest ważne, bo jak sama przyznaje, spełniła jedno ze swoich marzeń. Ja osobiście wolę Radzkę oglądać, niż czytać. Ale to nie dlatego, że książka jest słaba, nudna czy zła. Po prostu Radzka to osobowość, którą najlepiej oddaje specyfika filmu. Ale cieszę się, że idzie jak burza i skutecznie poszerza swoją strefę wpływów. Myślę, że spokojnie mogłaby wykurzyć kilka telewizyjnych pseudostylistek. Pewnie skończy swoje tournee spotkań autorskich, chwilę odpocznie, nakręci kilka filmów i znów weźmie się za pisanie. A ja będę jej kibicować.

Zobacz również