Tak się tworzy sztukę. A właściwie Sztuk Kilka

Sztuk Kilka biżuteria

Martę Norenberg – autorkę biżuterii kryjącej się pod szyldem Sztuk Kilka poznałam kilka miesięcy temu. Jest historykiem sztuki, ale stwierdziła, że nie wystarczy jej sama wiedza teoretyczna. Postanowiła, że będzie tworzyć coś swojego. I to w najbardziej użytkowej z możliwych form – jako biżuterię. Wyróżnia ją nie tylko pasja i artystyczny sznyt, ale także mnogość technik, których używa w swojej twórczości. I coś jeszcze, ale o tym za chwilę.

Patrzę na Twoją biżuterią swoim niezbyt wprawnym okiem i widzę mnogość wzorów, kolorów i form. Jest chyba srebro, szkło, kamienie i elementy z ceramiki…

Staram się w swojej twórczości mieszać i miksować różne techniki. Metaloplastykę z miedzi łączę z witrażem, srebrną biżuterię z elementami ceramiki i szkła. Są też różne kamienie – czasem to właśnie one inspirują mnie do stworzenia jakiegoś projektu.

Wiem, czego u Ciebie nie ma – hitowych bransoletek z koralików!

No tak. Na pewno nie ma u mnie kryształków, świecidełek i takich bransoletek. Koraliki pojawiają się, ale raczej jako zwieńczenie łańcuszka i element oprawy całości. Ale żeby nie było – ja nie mówię, że takie rzeczy są złe. Po prostu jest ich dziś tak dużo, że trudno rozpoznać, kto wykonał które z nich.

Tak się składa, że znam kilkoro historyków sztuki. Jedna z moich przyjaciółek jest absolwentką tego kierunku. Z tego co wiem, nie uczyli ich tam oprawiania kamieni ani lutowania miedzi. Gdzie Ty się tego wszystkiego nauczyłaś?

Od zawsze interesowałam się sztuką, ale wiedziałam też, że nie chcę zajmować się nią tylko od strony historii i teorii. Po studiach trafiłam do pracowni mozaiki szklanej, gdzie miałam okazję poznać od strony praktycznej obróbkę szkła. Podobnie nauczyłam się ceramiki i fusingu (to technika wypiekania szkła w specjalnym piecu). Potem postanowiłam założyć własną pracownię biżuterii. Zaczęłam eksperymentować z łączeniem szkła z blachą, szukałam w internecie filmów i inspiracji. Uświadomiłam sobie, że sporo potencjalnych odbiorców mojej twórczości jest uczulonych na metale…

…więc postanowiłaś nauczyć się obróbki srebra.

Dokładnie. Zapisałam się na roczny kurs jubilerski.

O, czyli masz papiery na tę swoją twórczość!

Mam. Zdałam egzamin państwowy i jestem jubilerem. Po otrzymaniu dyplomu uznałam, że to jest dobry moment na założenie własnej działalności. Swoją firmę założyłam 2 grudnia 2013 roku.

Od razu wiedziałaś, że chcesz zająć się akurat biżuterią? Przecież istnieje wiele dziedzin sztuki użytkowej.

Biżuteria jest ciekawa o tyle, że ona w pewnym sensie zmienia swoje oblicze – w zależności od tego, do czego się ją dobiera i z czym nosi. Na przykład blacha pod wpływem swetrów bardzo ładnie się poleruje i zaczyna błyszczeć.

Co ciekawe, dzięki mnie moja mama zaczęła nosić biżuterię. To ona jest zawsze pierwszą testerką nowych modeli. Ktoś musi sprawdzić, czy jakiś kamień przypadkiem nie farbuje, a naszyjnik się nie urywa.

Jak wygląda proces realizacji takiego projektu?

Wybieram to, co podoba mi się danego dnia. Czasem mam jakiś spontaniczny pomysł, innym razem korzystam z przygotowanych wcześniej rysunków. Muszę czuć projekt, aby zabrać się do jego realizacji. Przenoszę go za pomocą kalki technicznej na metal – musze rozrysować wszystkie elementy i sprawdzić, czy pasują do siebie. Następnie wycinam je piłką do metalu (tu przydają mi się umiejętności jubilerskie), lutuję, łączę z kamieniem, barwię. A potem jest to, czego najbardziej nie lubię – wykończenie projektu. Tak naprawdę dobieranie łańcuszków, rzemyków czy koralików do zawieszenia mojego naszyjnika męczy mnie najbardziej. Chociaż czasami wiem, że coś będzie do siebie dobrze pasowało i musi to tak, a nie inaczej wyglądać.

Można Cię odwiedzić w pracowni?

Tak. Czasem przyjeżdżają do mnie osoby, które zobaczyły moją biżuterię w internecie, ale chciały zobaczyć, jak prezentuje się na żywo. Niektórzy klienci proszą o zrobienie czegoś na zamówienie. Czasem przywożą jakieś pamiątki, chociażby kamienie przywiezione z wakacji, albo wybierają jakiś kolor/rodzaj kamienia, który chcą widzieć w danej biżuterii. Ja wtedy przygotowuję kilka projektów i realizujemy ten, który podoba się najbardziej.

Z jednej strony jesteś niewątpliwie artystką, z drugiej rzemieślnikiem. Ale tak naprawdę prowadząc swoją firmę musisz zajmować się całym szeregiem innych, mniej artystycznych elementów związanych na przykład z marketingiem. Trudno przestawiać Ci się z trybu „twórczość” na tryb „ogarnianie firmy”?

Od początku wiedziałam, że będę musiała sobie z tym wszystkim poradzić. Wiedziałam jedno – że muszę znaleźć księgową, bo tego nie przeskoczę. Musiałam nauczyć się prowadzić fanpejdż na Facebooku (pomogły mi w tym kursy internetowe), sama robię i obrabiam zdjęcia, przygotowuję opisy (także dla zagranicznych stron), prowadzę sklep internetowy i wstawiam swoje rzeczy na różne platformy sprzedażowe. Stworzyłam też własne ekspozytory, bo nie odpowiadało mi to, co jest dostępne na rynku. Postanowiłam wszystko wykonać po swojemu. I, jak widać – da się.

Nie bałaś się, że coś nie wyjdzie i że stracisz czas zamiast zdobywać słynne doświadczenie zawodowe?

Pewnie trochę się bałam, ale dobrze wiedziałam, że nie chcę pracować za biurkiem i wolę robić coś swojego. Jak w urzędzie pracy powiedziałam, jakiego typu mam doświadczenie i wykształcenie, pani urzędniczka od razu radośnie poinformowała mnie, że nie ma dla mnie pracy… Tak naprawdę nie miałam nic do stracenia. Jak coś nie wyjdzie, zawsze mogę pracować na przykład w sklepie. Ale przynajmniej nie powiem sobie, że nie spróbowałam.

Wygląda na to, że jesteś zadowolona z wybranej przez siebie drogi.

Bardzo! Niedawno dostałam propozycję pracy na państwowej posadzie. Umowa o pracę, praca od 8 do 16, za całkiem niezłą stawkę. Otrzymałam ją ze względu na swoje umiejętności jubilerskie. Co ciekawe, przekonywano mnie do wzięcia tej pracy, bo rynek niestabilny, młodzi mają problem ze znalezieniem zajęcia, ciężko o sensowną umowę itd. Gdybym dostała taką propozycję przed założeniem Sztuk Kilka, pewnie mocno bym się zastanawiała. Teraz dobrze wiedziałam, że nie mogę zmarnować tego, nad czym pracowałam przez ostatni rok.

To chyba miłe obserwować, jak marka rośnie.

Tak, chociaż przyznam, że nie lubię określenia marka (ani projektant). Pracownia też nie do końca odzwierciedla to, czym się zajmuję. Często młode firmy piszą i mówią na prawo i lewo, że są dynamiczną marką itp. Moim zdaniem na bycie marką trzeba sobie zapracować. Tak mogą powiedzieć o sobie takie firmy, jak Apart czy Kruk, które istnieją na rynku długo i są rozpoznawalne.

Ale przecież Twoje też są rozpoznawalne! Ja na przykład nie kojarzę… marki (przepraszam, innego określenia nie znajduję), która łączy w sobie tyle elementów sztuki. I która ma taki charakterystyczny styl.

Czasem zdarza się, że ktoś kojarzy moje projekty, bo są dość specyficzne, surowe. Mają jakiś artystyczny element. Od razu uprzedzam – określenia, że jestem artystką też nie lubię. Pewnie z racji tego, że skończyłam historię sztuki i oglądałam dzieła większych twórców niż ja 🙂

To kiedy będziesz mogła powiedzieć o sobie, że jesteś marką?

O rany, pewnie nigdy tak nie powiem…

Życzę Ci, żebyś jednak szybko mogła.
Sztuk Kilka biżuteria
Sztuk Kilka biżuteria
Sztuk Kilka biżuteria
Sztuk Kilka biżuteria

Zobacz również

  • Ciekawy wywiad. Miło było trochę poznać koleżankę „po fachu”.
    pozdrawiam
    Historyczka Sztuki

    • Dzięki. O, to może kiedyś zorganizujemy jakąś konfrontację 🙂

  • Piękna kontynuacja studiów w wersji praktycznej : ) Dawno już nie spotkałam osoby, która powiedziałaby, że ucieszyły ją własne studia i chce robić coś związanego z nimi.
    Biżuteria jest naprawdę piękna. Jej autorka powinna wybrać się na wystawę minerałów, na pewno znalazłaby tam wiele interesujących inspiracji : )

    • To prawda – Marta jest bardzo inspirującą osobą. Często wystawia swoje rzeczy na różnych targach (głównie w Warszawie). Pomysł z wystawą minerałów na pewno przekażę 🙂