Ach, co to był za ślub! Nasze niewielkie, wegetariańskie wesele. Z psem!

ślub po swojemu

W telegraficznym skrócie można to określić jako koszmar wielbicieli polskich tradycji: ślub cywilny, przyjęcie na jedyne 45 osób na dachu, koncert, obecność psa i wegetariańskie menu. Gdy dodam, że zabrakło kapeli z harmoszką, chleba i soli, piosenek disko polo, pierwszego tańca, „gorzkich wódek” i zabaw dla gości – wychodzi trochę party dla egoistów. Ale czy nie według własnych zasad powinna celebrować swoje najważniejsze święto młoda para? 

Czytaj dalej

Momenty były! Szalony czerwiec w fotograficznym skrócie

Czerwiec na zdjęciach

Czerwiec był jednym z najbardziej intensywnych i zarazem cudownych okresów w moim życiu. W dużej mierze upłynął pod znakiem przygotowań do ślubu (ach, co to był za ślub!), później był wyjazd nad morze, a w międzyczasie różne miejskie eksploracje oraz większe i mniejsze wydarzenia. Starałam się uwieczniać obrazki, emocje, smaki i wrażenia, a żeby nie umknęły w pamięci telefonu, powstał na blogu mini-pamiętnik, który mam nadzieję zapoczątkuje nowy cykl.

Czytaj dalej