Już oficjalnie zima przeszła do historii. Czas na dłuższe dni, mocniejsze promienie słońca, młode listki i pierwsze nieśmiałe kwiatki. Kocham wiosnę! Ale jeszcze postanowiłam na chwilę spojrzeć wstecz i zapisać tu to, co pozwalało przetrwać długie zimowe wieczory i co zachwyciło mnie kulturalnie na tyle, że chcę się tym z Wami podzielić. Bo przecież wiosną też jest czas na kulturę.
Serial „Z biegiem lat, z biegiem dni” – reż. Andrzej Wajda, Edward Kłosiński, 1980 r.
To zdecydowanie jeden z moich największych zachwytów tej zimy i największych odkryć ostatnich miesięcy. Trafiłam na ten serial przypadkiem w TVP Historia i dałam się wciągnąć opowiadanym w nim historiom bez reszty. W dodatku z dobrym timingiem, bo u progu Roku Andrzeja Wajdy.
Akcja serialu rozgrywa się na przełomie XIX i XX wieku w Krakowie. Opowiada losy dwóch rodzin – Dulskich (tak, tych Dulskich) i Chomińskich, a następnie ich dzieci i wnuków. Scenariusz został mistrzowsko złożony przesz Joannę Olczak-Ronikier z utworów młodopolskich i międzywojennych autorów – m.in. Zapolskiej i Bałuckiego (który występuje w jednym z odcinków jako bohater). Został też mistrzowsko zagrany przez największych krakowskich aktorów.
W produkcji „Z biegiem lat, z biegiem dni” gra absolutnie wszystko. Duszna, mieszczańska atmosfera, dramaty kolejnych pokoleń ukazane na tle zmieniającego się krajobrazu społecznego i politycznego, nadzieje na lepszy los Polski…
Serial jest dostępny na VOD TVP. Ogromna polecajka nie tylko dla miłośników Krakowa.

Film dokumentalny „Znaki Pana Śliwki” – reż. Urszula Morga, Bartosz Mikołajczyk, 2025 r.
Bardzo chciałam zobaczyć ten film, a nie jest to takie proste, bo seanse nie odbywają się zbyt często. Szybko się okazało, że warto było polować na seans.
Autorzy filmu pokazali historię genialnego polskiego grafika – Karola Śliwki, który dzięki stworzonym przez siebie znakom graficznym uczynił rozpoznawalnymi wiele marek. To nie tylko historia artysty, który odznaczał się wielkim talentem i ogromną determinacją w swojej zawodowej drodze. To także, a może nawet przede wszystkim ciepły portret wyjątkowego człowieka.
Autorzy filmu nie zdążyli spotkać się z Karolem Śliwką osobiście, a z samych archiwaliów i domowych nagrań na VHS utkali opowieść tak wciągającą, że można poczuć się uczestnikiem jego świątecznych spotkań.
Część z nas nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wiele Znaków Pana Śliwki towarzyszy nam w codziennym życiu. A warto to wiedzieć, bo taki talent nie zdarza się często.
Film warty obejrzenia nie tylko dla miłośników designu.
Przegląd „Alfred Hitchcock: W królestwie suspensu” w Kinotece
Bardzo lubię wracać do klasyki filmu. Gdy dowiedziałam się, że w Kinotece startuje przegląd filmów Alfreda Hitchcocka, nie trzeba było mnie przekonywać do wybrania się do kina.
W ramach przeglądu można było obejrzeć pięć znakomitych filmów mistrza suspensu: „Zawrót głowy” (rocznik 1958), „Północ, północny zachód” (1959), moje ulubione „Okno na podwórze” (1954) oraz klasykę klasyki „Ptaki” (1963) i „Psychozę” (1960).
Przegląd się zakończył, ale niech będzie inspiracją do przypominania sobie/poznawania dzieł sprzed wielu lat. Polecam ja, a Alfred zapewne się do tych polecajek dołącza.

Spektakl „Tarabumba! Ale cyrk…” w Teatrze Groteska
Nie jestem może zbyt częstą bywalczynią spektakli dla dzieci, ale przy okazji wizyty w Krakowie nie mogłam sobie odmówić zobaczenia jubileuszowego przedstawienia Teatru Groteska.
Teatr w 2025 roku obchodził 80-lecie i uczcił tę okazję w najlepszy możliwy sposób – doskonałym spektaklem. Pierwsze brawa za to, że przedstawienie „Tarabumba! Ale cyrk…” odnosi się do „Cyrku Tarabumba” – pierwszego spektaklu Teatru Lalki i Aktora Groteska założonego w 1945 roku przez Zofię i Władysława Jaremów.
Kolejne brawa za znakomity tekst dla Marty Guśniowskiej, która stworzyła uroczą opowieść, inspirowaną „Cyrkiem” sprzed 80 lat, ale przeznaczoną dla współczesnego widza. Słoń bojący się myszy, romantyczny i oczytany Osiłek, porzucony przez ludzi Pudel, Świnka z zaburzeniami odżywiania czy nieco pokręcony Dyrektor Suszek budzą ogromną sympatię i prezentują cały wachlarz emocji, którym warto dojść do głosu.
Wielkie owacje – i to na stojąco – należą się dla całego zespołu Groteski, który stworzył świetny spektakl-widowisko. Piękne lalki, wyraziści „ludzcy” bohaterowie, mnóstwo świetnych, śpiewanych na żywo piosenek i przepiękna scenografia. I co najlepsze, nawet tak „przeterminowani” wiekowo widzowie jak ja bawili się doskonale. Sama widziałam!

„Heartcore” Spiętego na winylu
Zima nie upłynęła mi na eksplorowaniu muzycznych nowości. O moich zachwytach płytą „Heartcore” Spiętego wspominałam na blogu już kilka razy. Ale dzięki sprezentowanemu przez pana P. winylowi mogłam posłuchać jej w zupełnie innym – winylowym wymiarze. I jeszcze ta piękna strona graficzna!

Wystawa „Czarny karnawał. Ensor / Wojtkiewicz” w Muzeum Narodowym w Warszawie
To zdecydowanie jedna z najlepszych wystaw, jakie widziałam w ostatnim czasie.
W zupełnie nieoczywisty sposób zostali zestawieni dwaj artyści – Witold Wojtkiewicz i James Sidney Ensor działający w Polsce i w Belgii w tych samych czasach, ale w różnych okolicznościach. A do tego tematyka cyrku, karnawału, groteski i kabaretu (legendarny krakowski Zielony Balonik!) oraz śmierci. Wspaniała i zaskakująca jest konstrukcja tej wystawy, a eksponaty zachwycające.

Wystawa „Kraków. Dźwięki, melodie, słowa” w Muzeum Krakowa
Zazwyczaj jesteśmy przyzwyczajeni do obcowania z muzealnymi eksponatami od strony wizualnej – i to właśnie dzieła wizualne najczęściej są prezentowane w tego typu przybytkach. W Muzeum Krakowa powstała wystawa, której tematem są dźwięki miasta. A akurat Kraków może się poszczycić bardzo ciekawym krajobrazem dźwiękowym.
Kościelne dzwony, turkot dorożek, odgłosy krakowskiej ulicy, katarynki, gwar targowisk przecinany odgłosami przejeżdżających tramwajów, orkiestry podwórkowe, domowe odtwarzacze muzyki i wreszcie… hejnał, który doczekał się oddzielnego uhonorowania na wystawie.
Wystawa fajnie pokazuje, z czego składa się miejska audiosfera i jak zmieniała się ona na przestrzeni lat i wieków. Świetna sprawa dla audiofilów i nie tylko.

Wystawa pamiątek PKiN w Warszawie
Z Krakowa wracamy do Warszawy i od razu do najbardziej znanego budynku w stolicy. Na 31. piętrze Pałacu Kultury i Nauki można oglądać wystawę pamiątek, która dokumetuje losy budynku i zmian, które przechodzi (z legendarnym już remontem Sali Kongresowej na czele).
Na wystawie zgromadzono mnóstwo pamiątek, takich jak elementy, z których został zbudowany Pałac (iglica jest zbudowana z zaskakującego materiału!), numerki z szatni, bilety na wydarzenia, stroje obsługi windy, liczne pamiątkowe zdjęcia czy wyposażenie Sali Kongresowej uratowane przed zniszczeniem lub wyrzuceniem podczas remontu. To fajna wycieczka w czasie, która pozwala spojrzeć na tak często mijany budynek z nieco innej strony.

Biografia Anthony’ego Hopkinsa „Daliśmy radę, chłopaku. Wspomnienia” – Wydawnictwo Marginesy, 2025
Zima sprzyja czytelnictwu i miałam całkiem niezłe statystyki przeczytanych książek, ale na polecenie zasługuje tylko jedna z nich.
Autobiografia Anthony’ego Hopkinsa „Daliśmy radę, chłopaku” to opowieść o wyjątkowym gościu, którego życie i kariera potoczyły się wbrew oczekiwaniom i wszelkim prognozom. Niesamowite, jak wielki talent tkwił w chłopaku, który sprawiał wieczne kłopoty i który przysparzał rodzicom bólu głowy.
Nie jest to cukierkowa opowieść, bo jak to w życiu – są w niej wzloty i upadki. Jedne i drugie okazały się dobrymi lekcjami, z których Sir Anthony potrafił czerpać wiedzę i doświadczenie. Od lektury tej książki zupełnie inaczej patrzę na jego filmowe role – i podziwiam je jeszcze bardziej!

Zimowe spacery po Warszawie
Tegoroczna zima zaskoczyła nas wszystkich swoją intensywnością. Takiego mrozu i takich ilości śniegu dawno nie było dane nam doświadczać. Mimo czerwonego nosa i zmarzniętych nóg chętnie uskuteczniałam spacery po Warszawie w zimowych okolicznościach.
Nie wiadomo, czy (i ewentualnie kiedy) takie okoliczności się powtórzą, więc zaliczam do zachwytów i chcę je zapamiętać. Niech chłodzą w upalne dni.

Nowy mural na Pradze
Rzadko podobają mi się powstające w ostatnim czasie murale, ale ten zdecydowanie przypadł mi do gustu (w dodatku mijając go w drodze do pracy mogłam podziwiać kolejne etapy jego powstawania). Więc zostawiam go tu na pamiątkę minionej zimy.

A teraz czas iść w wiosnę i zbierać kolejne zachwyty!
***
Dajcie znać, czy któreś z tych Zachwytów zainspirowały Was do sięgnięcia po nie. I podzielcie się swoimi inspiracjami z ostatnich miesięcy.