No to mamy rekord nieobecności na blogu (ponad rok!). W międzyczasie dałam się tak wciągnąć wirowi pracy, że zabrakło czasu i energii na inne rzeczy, a refleksje na temat sensu blogowania w dobie szalejących mediów społecznościowych zrobiły swoje. Jednak na tyle mi tego brakowało, że wracam. I to z zachwytami!
Wystawa „Łazienki w zachwycie”
Nie mogę zacząć inaczej, niż zachwytami właśnie. W Łazienkach Królewskich w listopadzie została otwarta wystawa, która pokazuje jedno z najbardziej znanych warszawskich miejsc od strony odbioru zmysłami.
Są tu tytułowe „zachwyty” intelektualne, ale zdecydowanie pierwsze skrzypce grają różne zmysły. Za ich pomocą poznajemy zapachy, sztuki wizualne, literaturę i teatr, muzykę, ruch, smaki, przyrodę i struktury, które można dotknąć (i rozświetlić) – jak piękną interaktywną instalację Jana Pfeifera „Zobaczyć niezauważalne”.
Spojrzenie (nomen omen) na Łazienki Królewskie z zupełnie innej strony pozwala zachwycić się nimi na nowo. To bardzo fajne doświadczenie, które skłania do bycia „tu i teraz” i zwracania uwagi na to, co mogłoby zostać niezauważone.
Wystawę „Łazienki w zachwycie” można oglądać do 15 marca 2026 r. w Podchorążówce.

Urodziny Antoniego Słonimskiego
Trwa Rok Antoniego Słonimskiego. Cieszy mnie to ze względu na uwielbienie dla tej niesamowitej postaci polskiej kultury, ale i dlatego, że sprawczynią tego uhonorowania Słonimskiego jest Marta Bożek, której mam przyjemność towarzyszyć (i kibicować!) w różnych ambitnych przedsięwzięciach.
Nie dość, że doprowadziła do ustanowienia Roku Słonimskiego, to stała się organizatorką i inspiratorką wielu okolicznościowych wydarzeń. Jednym z najważniejszych były 130. urodziny Antoniego Słonimskiego, które spędziliśmy oglądając wystawę plenerową zorganizowaną przez mokotowską Bibliotekę (oprowadzała oczywiście Marta), a później na prywatce u Władka (czyli w Muzeum Broniewskiego). Był quiz z nagrodami, wystawa pamiątek i pyszny gruszkowy tort. Garść obrazków ze świętowania zamieściłam w rolce na Instagramie.
A po wszelkie ciekawostki na temat patrona roku biegnijcie na ten facebookowy profil.

Spotkanie z Wojciechem Mannem
Skoro już jesteśmy przy postaciach, nie może tu zabraknąć miejsca dla wydarzenia, które zorganizowała niedawno Biblioteka na Woli. W Bibliotece Komiksowo gościli Wojciech Mann i Katarzyna Kubisiowska – autorzy książki-rozmowy „Echo”.
Wojciech Mann genialnie opowiadał o swoich medialnych losach (w tym o kulisach rozmontowania Trójki) i dziennikarsko-satyrycznych przedsięwzięciach, a Katarzyna Kubisiowska doskonale wiedziała, w które obszary zajrzeć, żeby otworzył się worek z opowieściami. Książka podpisana, w Święta zabieram się do lektury!

Fenomen Heweliusza
Na temat świetnego serialu „Heweliusz” w reżyserii Jana Holoubka zostało już tyle napisane i powiedziane, że nie widzę potrzeby dorzucania na ten temat kolejnych zdań (chociaż serial, rzecz jasna, bardzo polecam).
Bardzo cieszy mnie ten fenomen kulturalny, ponieważ serial to jedno, ale to, co dzieje się wokół niego – to drugie. Tragiczna historia, która jest nierozwiązana zagadką, została znakomicie zrealizowana w formie serialu, ale otworzyła też drzwi dla kolejnych przedstawień wydarzeń na Heweliuszu. Przypomniała te, które już były (książka Adama Zadwornego wydana przez Wydawnictwo Czarne), ale i stała się inspiracją dla kolejnych – m.in. dla świetnego podcastu „Heweliusz. Historia prawdziwa” Polskiego Radia.

Koncert Spiętego
Właśnie sprawdziłam – dwa lata temu w ramach „Zachwytów” napisałam tutaj o nowym wówczas singlu Spiętego z płyty „Heartcore”. Płyta okazała się świetna i zdominowała moją playlistę na długi czas. Bardzo byłam więc ciekawa, jak zabrzmi na żywo.
29 listopada Spięty zagrał w Terminalu Kultury Gocław, więc nie mogłam nie skorzystać z okazji do posłuchania go na żywo (ostatni raz byłam na jego koncercie chyba ze 20 lat temu na Przystanku Woodstock, a grał tam wtedy z Lao Che). Na warszawskim koncercie zarówno materiał z „Heartcore”, jak i inne utwory wykonane przez zespół Spiętego zabrzmiały genialnie! (w tym ballada z filmu „Złote runo” z lat ’90, która uruchomiła najntisowe nostalgiczne wspominki).
Świetny koncert, świetna energia! Spięty zapowiedział na wiosnę nową płytę, więc odliczanie uruchomione.
Nowa płyta Dub Inc „Atlas”
Kolejna rzecz dosłownie z ostatniej chwili – 28 listopada ukazała się bardzo wyczekiwana przeze mnie płyta francuskiej grupy Dub Inc. Kiedyś słuchałam dużo reggae, potem zupełnie odpłynęłam od tego gatunku, ale zespół Dub Inc jest u mnie obecny praktycznie zawsze, niezależnie od aktualnych muzycznych zajawek.
I o ile raczej omijam festiwale i wszelkie muzyczne spędy, to właśnie dla Dub Inc zrobiłam w tym roku wyjątek i odwiedziłam po raz pierwszy festiwal reggae w Ostródzie (ależ było warto!). Tam usłyszałam pierwszą jaskółkę zapowiadającą album „Atlas” i przepadłam. Jestem po kilku pierwszych odsłuchach krążka i już wiem, że zostaje ze mną na kolejne tygodnie i miesiące.
A to mój ulubiony kawałek:
Zwiedzanie pracowni Filmoteki Narodowej
W tym roku Filmoteka Narodowa – Instytut Audiowizualny, czyli skarbnica archiwów i wiedzy o polskich dziełach filmowych, obchodzi 70. urodziny. Z okazji tego okrągłego jubileuszu FINA zorganizowała różne wydarzenia, w tym zwiedzanie pracowni Działu Digitalizacji i Restauracji Cyfrowej.
Mogliśmy zobaczyć, jak wygląda zgrywanie taśmy na nośniki cyfrowe, czyszczenie obrazu, praca nad dźwiękiem i kolorowanie. To bardzo precyzyjna robota, klatka po klatce, z ogromną uważnością i przez wiele godzin. Efekty są imponujące, więc wielki szacun dla całej ekipy FINA! Po tej wizycie już wiem, że inaczej będę patrzyła na filmy po rekonstrukcji.

Spektakl „Lepiej już było” w Teatrze Współczesnym
„Lepiej już było” zdecydowanie nie jest teatralnym świeżakiem. Sztuka w reżyserii Wojciecha Adamczyka miała premierę w 2016 roku, więc już za chwilę będzie miała 10 lat. Ale nic dziwnego, że tak długo nie schodzi z repertuaru Teatru Współczesnego.
W głównej roli, jako Esmeralda Quipp występuje Marta Lipińska, która przez dwie godziny spektaklu udowadnia, jak znakomitą jest aktorką. Wciela się w schorowaną, emerytowaną aktorkę, która nie ma pieniędzy na zapłacenie rachunków, ani nawet… skremowanie swojego ukochanego kota. Jest bezpretensjonalną, uroczą staruszką, która potrafi wpaść na dość niestandardowe pomysły, aby przetrwać w niedostatku. Ogromna polecajka i wielkie brawa dla całej znakomitej obsady. Z królową Martą Lipińską na czele.
***
Mogłabym snuć tutaj jeszcze mnóstwo kulturalnych opowieści z ostatnich miesięcy, ale instynkt samozachowawczy każe mi się w tym momencie zatrzymać, bo chyba robi się przydługo. Mam nadzieję, że to zapowiedź powrotu już na stałe, bo naprawdę (wbrew rozsądkowi) stęskniłam się za blogowaniem – a jeszcze bardziej za Wami!
Dajcie znać w komentarzach albo na Facebooku czy Instagramie, że nadal tu jesteście. I podzielcie się swoimi kulturalnymi zachwytami!